Jump to Navigation

Bóg nas szuka

„A teraz panowanie twoje nie ostoi się. Pan wyszukał sobie człowieka według swego serca: ustanowił go Pan wodzem swego ludu, nie zachowałeś bowiem tego, co ci Pan polecił.” (1 Sm 13,14)

Można by w tym miejscu napisać o wielu przypowieściach, o zagubionej owcy, którą jest każdy z nas i Bóg nas ciągle szuka, o wielu prorokach, których Bóg powołał oraz różnych osobach, które są opisane w Piśmie Świętym, wielu świętych i błogosławionych, których Bóg powołał oraz innych osobach. Można, ale po co? Takie informacje są dostępne dla tych, którzy chcą je znaleźć. Napiszę o tym jak Bóg mnie szukał, o tym jak szuka Ciebie wiesz w całości Ty, to twoja historia a jeśli jeszcze nie dałeś się znaleźć wszystko przed Tobą Bóg z utęsknieniem czeka również na Ciebie.

O tym, że Bóg istnieje było mi wiadomo już od dziecka, chodzenie do kościoła, lekcje religii, wyjazdy z różnymi wspólnotami. W międzyczasie Pierwsza Komunia Święta, Bierzmowanie... Chodząc do szkoły udało mi się przeczytać Pismo Święte chyba nawet 2 razy, bo to Pismo od Boga więc trzeba je przeczytać. Rodzice i wychowawcy mówili mi postępuj dobrze aby trafić do Nieba, to też w tym kierunku były moje starania. Z biegiem czasu i poznawaniem rzeczywistości pragnienie Nieba zamieniło się w realny Czyściec. Bóg nadal był na pierwszym miejscu,  Msza Święta w niedzielę i święta, modlitwa rano i wieczór, staranie się być dobrym dla ludzi, Ja tutaj na Ziemi a mój Bóg tam wysoko w Niebie, ja tutaj ze swoimi problemami i zmartwieniami a On tam  w górze ze swoimi sprawami. Prawdopodobnie zastanawiasz się w jaki sposób Bóg mnie szukał skoro od dziecka jestem osobą wierzącą i praktykująca? Tutaj nasuwają się słowa Pisma Świętego: „Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą.” (Jak 2,19), sama wiara nie wystarczy aby poznać Boga i dać się Jemu odnaleźć. Obecność Boga trzeba doświadczyć we własnym życiu dostrzec Jego cichy głos.
Później były studia, trzeba było znać się na wielu rzeczach, poszerzać umiejętności, pracować już na studiach aby mieć doświadczenie pomocne w przyszłej pracy. Był też czas na wolontariat, pomaganie dzieciom z domu dziecka. Po studiach praca i problemy... Mama zachorowała na nowotwór, pytania jak sobie z tym wszystkim radzić, nie mogę już pomagać dzieciom, bo potrzebuję pomocy i wsparcia od innych, ale inni ludzie w większości przypadków nie rozumieli tej choroby i w jaki sposób mi pomóc. Tak więc mój wolny czas po pracy pochłaniał komputer i dodatkowe zlecenia, momentami jeszcze w pracy trzeba było siedzieć po godzinach. Poza pracą  wyjazdy do szpitala albo do domu. Nie zabrakło pytań: „Boże dlaczego dopuściłeś u mamy tą chorobę? , Dlaczego nas to spotkało?” i oczywiście cisza. Z czasem zaczęły mi się podobać wyjazdy do szpitala, bo w tych ludziach było coś innego, mimo ciężkiej choroby i świadomości, że już niedługą mogą umrzeć, ludzie łącznie z mamą byli spokojni, cierpliwi inaczej patrzyli na życie.
W pracy nadal były problemy, w domu problemy i wydawało się, że już gorzej być nie może. Ale mogło być. Siostra porzuciła męża alkoholika i razem z dzieckiem wprowadziła się do nas do domu, poza wspieraniem rodziców, trzeba było ich wspierać, pomagać im wyjść z tej sytuacji. Nie było czasu na dodatkowe zlecenia jakieś kursy, bo poza pracą trzeba było być w domu. I znowu pytania do Boga „Czemu tyle problemów naraz? Ja mam wszystkim pomagać a kto mi pomoże, kto mnie zrozumie? Tobie jest dobrze tam wysoko w niebie, a ja tutaj na Ziemi tak się męczę.” Oczywiście cisza. Po pewnym czasie sytuacja uległa zmianie u mamy nastąpiło zahamowanie choroby, siostra jeszcze chodziła do psychologa, ale z dzieckiem już całkiem dobrze tak więc nadszedł czas aby zrobić coś dla siebie, zapisać się na jakieś kursy a potem otworzyć własną firmę i wtedy będzie lepsza praca gdzie nie ma tylu problemów. Jeszcze tylko brakowało drugiej połówki aby sobie ułożyć szczęśliwie życie i wyprowadzić z domu. Pozostało pytanie jak znaleźć kogoś sensownego, modlitwa do Boga nie była brana pod uwagę, bo Bóg ma swoje sprawy a ja mam swoje problemy z którymi muszę sobie dawać radę. Doszły do moich rąk pewne książki jak się później okazało o negatywnych skutkach dla mnie w których było opisane jak to człowiek jest panem swojego życia i jeśli bardzo będzie czegoś chciał to osiągnie to, był tam sposób na znalezienie wymarzonej drugiej połówki. Wskazówki z książki szybko zostały wykonane i już po kilku miesiącach zaczęły się realizować. Wszystko byłoby pięknie, gdyby mamie nie pogorszył się z powrotem stan zdrowia a ponadto ta wymarzona osoba okazała się kimś innym w rzeczywistości i doprowadziła do bezprawnego usunięcia mnie z kursów. Całe życie legło w gruzach, plany na udane małżeństwo, plany na firmę, został dom i choroba. Oczywiście były pytania do Boga „Dlaczego to wszystko mnie spotkało, przecież mógł do pewnych sytuacji nie dopuścić”. Oczywiście w odpowiedzi była cisza, tak więc trzeba było poradzić sobie z zaistniałą sytuacją i pozbierać się.
Z pomocą przyszedł mi ktoś życzliwy dając pewne książki do przeczytania. Z początku kierowała mną pewna nieufność, że te książki są okultystyczne i zakazane przez kościół, ale szybko moje wątpliwości zostały rozwiane. Wiedza tajemna w nich zawarta otwierała mnie na przebaczenie i uzdrawianie innych za pomocą bioenergoterapii. Kiedy książki zaczęły mi się coraz bardziej podobać i wciągać to ten sam ktoś życzliwy powiedział, że ma inną ciekawą książkę o Czyśćcu. Ja mu na to, że nie czytam książek religijnych  - chociaż byłam takim „dobrym katolikiem” to nie widziałam potrzeby pogłębiania wiedzy poprzez czytanie książek religijnych, czasopism czy słuchania muzyki religijnej, to był obszar mojego życia do którego Bóg nie miał wstępu. Bardzo mnie ten ktoś zachęcał do czytania, a ponieważ w moim życiu było dużo wolnego czasu to sięgnęłam do tej książki z ciekawości. Wiedza w niej zawarta uświadomiła mi, że Bóg widzi pewne sprawy inaczej i prawdopodobnie przy wielkim Bożym Miłosierdziu trafię do Czyśćca, nie wiadomo na jak długo przechodząc ciężkie męki – cierpienia tam są o wiele gorsze niż cierpienia tutaj na Ziemi. Ten sam życzliwy człowiek powiedział mi, aby zostawić tamte książki o uzdrawianiu i bioenergoterapii, bo one nie są właściwe i nie możemy do nich sięgać. Z bólem serca zostawiłam je szukając sposobu aby zdobyć Niebo i dostać się do Boga, który cały czas był przy mnie ukierunkowywał i dawał wolny wybór, skoro Bóg mnie znalazł, to moim pragnieniem stało się znaleźć drogę do Niego, ale to już kolejna dość długa historia.

Mocni w Duchu "Pozwól się odnaleźć"



Article | by Dr. Radut